Nałogiem i pomyłką jest postrzeganie świata jako zlepka materii.

sobota, 1 lutego 2014

Kształt gruszki.




" Z miłością jest jak z gruszką, gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki. "


Konia z rzędem temu, kto pokusi się o opis i kształt. Zdawało by się, że o miłości wiemy wszystko tymczasem nie tylko ciężko jest nam ją zdefiniować co akurat jest zrozumiałe, ale podobne problemy sprawiają nam emocje. Co więcej odróżnienie ich od uczuć też jest okazuje się nie lada wyzwaniem. Tymczasem te ostatnie  mają zupełnie inną trwałość jak i natężenie.

Nie podejmę się ostatecznego zdefiniowania miłości. Temu zaś, kto się definicji domaga należało by zadać tą syzyfowa parce, bo miłość definiowalna nie jest, ponieważ każda osobista terminologia bazująca na indywidualnych odczuciach jest relatywna. Przecedzona przez osobiste filtry społeczne, światopoglądowe, a w ostateczności doświadczenia. Zatem jest jedyną choć nie koniecznie finalną prawdą dla twórcy definicji, ale nie jej pozostałych odbiorców. Podobnie jest z rozróżnianiem własnych uczuć, odczuć, emocji, oraz różnic miedzy nimi.  Niełatwą sztuką jest nazwać je po imieniu i nie wsadzać do wspólnego wora. 
W tworzeniu własnej teorii - jak już wspomniałam  z definicja jest jak z dupą każdy ma swoją - oprę się na nieszczęsnej miłości, która dla każdego znaczy coś innego, a ponad to towarzyszy jej cała gama emocji często zupełnie ambiwalentnych, które z miłością nie mają wiele wspólnego, a jedynie wypaczają jej obraz.
Znamy miłość w ziemskim słowa znaczeniu, utożsamią ze związkami międzyludzkimi. Partnerstwem, rodzicielstwem. Każda jest w inny sposób nośna emocjonalnie, a bezwarunkowa jedynie do dziecka. Kochamy je nie za to czym lub kim jest, ale po prostu za to, że jest. Nie oczekujemy od dziecka  niczego w zamian. Kocham cierpliwie i całe życie tak samo, bez względu na to jakie ta miłość niesie niespodzianki. Tymczasem w miłości do partnera trudno doszukać się bezwarunkowego oddania uczuciu. Wybieramy go, ze względu na emocje, które towarzyszą obcowaniu z tą osobą, a które często są krótkotrwałe i złudne. Ponadto przyczyny wyboru tej a nie innej osoby  bywają zaskakująco odmienne. Jedni to robią z popędu, inni strachu przed samotnością, czy biedą. Jeszcze inni z chęci zabawy, wyrachowania, pozycji, inni naiwności. Tymczasem emocje, jak to emocje są kiepskim doradcą i obudzić się można z ręką w nocniku, w zależności od ich natężenia jak i stanu zaspokojenia :P 
Miłość w moim rozumieniu wcale nie jestem tym płytkim ziemskim  uczuciem, które ma niewiele wspólnego z iluzorycznym z wyższej perspektywy stanem emocjonalnym, za który ją się bierze. Podobnie myślę jest ze strachem, na którym taka emocjonalna iluzja żeruje, a do prawdziwych uczuć i odczuwania ma się nijak. 
Co wzbudza w Was lęk? Czy ktoś z Was czuł paniczny strach i czym on był spowodowany? Poza tym gdzie jest próg takiego lęku i co jest za nim? Ja nie wiem. Nigdy nie czułam takiego strachu - choć zdawało mi się, że jest inaczej - z którego nie umiała bym sama siebie poradzić, wytłumaczyć i odnaleźć  jego źródło w czymś, co tak naprawdę ze strachem ma niewiele wspólnego, a zbudowane jest jedynie na moim emocjonalnym przekonaniu podszytym fałszywym lękiem, że coś takiego mogło by mieć miejsce. Tymczasem wcale nie musi, a podbudowa emocjonalna odczucia bazuje najczęściej na paradygmatach, które niejednokrotnie wykluczają samodzielności w definiowaniu emocji jak i próby nazywania ich po imieniu. Przecież wszystko może wyglądać zupełnie inaczej niż nas nauczono. Wystarczy intuicja, nie popadanie w schemat, odrobina dobrej woli jak i cierpliwość w poznawaniu samego siebie. Rezultaty bywają pasjonujące, po mimo, że człek wyuczony i ukształtowany społecznie jak i oszukiwany przez swój własny umysł często będzie reagował niczym pies Pawłowa i popełniał te same błędy, to i tak osiągnie progres próbując znaleźć różnice, określić uczucia i oddzielić je od emocji.
To mamy emocje, a nie emocje nas. Dlatego nikt nie jest w stanie wyprowadzić nas z równowagi, do póki my sami sobie na to nie pozwolimy :)
Miłość zaś - tak podpowiada mi intuicja - jest podstawową siłą sprawczą, kreatorem wszechświata, który tworzy i łączy wszystkie formy istnienia. Bezwarunkowo. I nie ma nic wspólnego z fizys.Tożsama jest natomiast ze spokojem, harmonią , pogodzeniem się z samą sobą i poczuciem jedności. Odbieraniem świata całościowo jako sumy kreacji,  po mimo własnej indywidualności. Tak jak śpiewała Anna Maria Jopek: "jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze...". Ziarnko to ja, a klepsydra to wszechświat. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. 

P.S Dziękuję Różo za inspirację :)



Pozdrawiam.


26 komentarzy:

  1. Trudne pytanie, ale myślę, że udało mi się znaleźć odpowiedź. Oto kształt gruszki:
    http://1.bp.blogspot.com/-G0tHe4pWxFE/UcEpRTfOV_I/AAAAAAAAABk/6fhas0QcWZ4/s1600/NwSrc+4a+jpg.jpg
    a tu emocje:
    http://3.bp.blogspot.com/-zK1UdCaXty8/Ujgz-774JdI/AAAAAAAAAhc/q3-E3CPauzE/s1600/645+a1.jpg
    Dostanę konia z rzędem ...?
    Pozdrawiam
    Andrzej Rawicz (Anzai)



    PS. To są archiwalne zdjęcia jakie wykonałem w latach 70-80' ub. wieku. Całość można zobaczyć na stronie: http://foto-anzai.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za cudą definicję kształtu gruszki, masz dawa konie, a zrędy cztery :)
      Piękne zdjęcia. Teraz niestety te gruszki w fotoszpie definjują.

      Usuń
  2. Aniu, nie wiem jak to się stało, ale Twój post wyświetlał się tylko do końca pierwszego akapitu, do słów: "... jak i natężenie."
    Stąd mój komentarz nie bardzo się odnosi do postu, a że zadanie trudne zadałaś, to pewnie się jeszcze zgłoszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bogerze chyba często coś sie psuje. Grrr...

      Usuń
  3. Myślę, że miłość, ta partnerska, jest przereklamowana. Często mylona z fascynacją, zauroczeniem czy pragnieniem czegoś nieosiągalnego. Zakochanie się a miłość to dwie różne sprawy, ale takie rzeczy docierają do ludzi, jak już je jakaś "miłość" pokopie. Mówienie takich rzeczy komuś młodemu, kto marzy o miłości lub jest właśnie zakochany nie ma sensu, nie będzie chciał słuchać, nie zrozumie. Musi sam się przekonać. Kolejne pokolenia muszą to wszystko na nowo dla siebie odkrywać i dzięki temu świat się toczy i istnieje.

    Dziękuję, że dziękujesz za inspirację :) To niesamowicie miłe zobaczyć napisane, że jest się dla kogoś na tyle ważnym, że dzięki jakiejś przypadkowej wymianie zdań, powstaje taki post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano przereklamowana. Oczekujemy fanfar, werbli i trąbek, ba całej orkietry dętej, a w efekcie zostają organki ;)

      Usuń
  4. Od pasa w górę to miłość duchowa a od pasa w dół to miłość fizyczna. Czy istnieje jeszcze miłość rodzicielska, czy to po prostu samouwielbienie własnych genów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fifty fifty jest ;) Bo i dupa i głowa na układzie nie poszkodowana ;)
      A w kwesti miłosci rodzicielskiej, to faktycznie może być uwielbienie. Tyle, że dokonałosci dokonanego dzieła ;) W każdym razie w mniemaniu twórcy :)

      Usuń
  5. O miłości już pisałam dwa lata temu - zapraszam
    http://furtka11.blogspot.com/2012/02/kocham-jak-to-atwo-powiedziec.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach cudna taka utopia jest. Cudna. Niestety nieludzka. Z drugiej strony tak bez skazy, nie było by się na czym uczyć samego siebie ;)

      Usuń
  6. Biedactwo, daj sobie trochę luzu, przecież Ty się zamęczysz.Ha, ha, ha. Strasznie poważne rozważania a spróbuj określić definicję dobrego humoru?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja moze nie mam zbyt wielkich sukcesów w kwestiach definicji, ale dziś na ten przykład nie pękłam z zdęcia niczym guma w dziewiczych majtkach, jedynie dlatego, że kręciłam orzełki na śniegu, po wcześniejszym całkowitym wywinięciu orła ;)
      A poza tym ja niemal na ciągłym ludzie, wiec jak sie zepnę, w sobie mocno, to może nie sparcieję jak rozciągnięta guma ;)

      Usuń
  7. Ile osób, tyle definicji miłości. Kiedyś pisałam pracę seminaryjną: "Miłość w literaturze staropolskiej'. dostałam+4, bo nie napisałam o miłości do Boga- nie przyszło mi to do głowy.
    Cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jakoś się nie dziwię, bo miłość do stwórcy była by chyba ostatnią kwestią godną opisu. No chyba, że była by to praca z teologi, ale nie była :)
      Pozdrawiam równie cieplutko :)

      Usuń
  8. Chyba każdy z nas, może tylko gdybać czym wg niego jest miłość... Opisać, szybciej wyrazić? Chociaż. Hm. Błąd. Wielu z nas, potrafi powiedzieć czym ona nie jest. A koncentrując się na tym, czym ona nie jest, większość ludzi ma to co jest... A ostatni akapit, brzmi wtedy dopiero jak utopia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sposób się nie zgodzić. Więc zamiast definiować może powinniśmy zdać się na intuicję i odczuwanie :)

      Usuń
  9. Miłość to emocje i trudno nad nimi zapanować w obliczu tej potężnej ...
    Miłość rodzicielska to najtrudniejsza z tych wszystkich pełnych oddania..

    Pozdrawiam serdecznie
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzicielska najtrudniejsza, bo bezwarunkowa. Mało która matka porzuci dziecko, bo jej się przestało podobać jego zachowanie czy wygląd. Kocha jakie by nie było. I takiej miłości jest chyba najbliżej do mojej definicji. Nie oczekującej cudów, niczego. Spokojnej, stałej, bez sinusoidy zbędnych emocji.

      Usuń
  10. Miłość jest niepowtarzalna i może dlatego ma taką siłę sprawczą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Jest tyle jej odcieni, ile definicji. Natomiast nie ulega wątpliwości, że ma najwyższa moc. Budującą jak i niszczącą.

      Usuń
  11. A wiesz co mi się kojarzy z kształtem gruszki!?!

    Moja figura. Góra wąska, a biodra szerokie, że się człowiek w drzwiach prawie nie mieści. A już kupno dobrze dobranych spodni graniczy z cudem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula gdzie Ty za przeproszeniem, masz ta dupę? :) Figurę masz jak marzenie i daleko Ci do zadu takiej Kardaszian na przykład. Ona z cała pewnością nie mieści się w drzwiach ;)
      A co do spodni, to ja z kolei mam problem z długością ;) Z reguły są za krótkie, bo kopytko moje od tali do stopy prawie 100 cm ma.

      Usuń
  12. Gruszka ma kształt gruszki i tyle. A co do miłości hmmm... chyba powiedziano już wszystko i nic zarazem. Bo dla każdego jest ona czym innym, każdy inaczej ją przeżywa i odczuwa, choć symptomy bywają podobne, tyle że o różnym natężeniu i oddziaływaniu.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tytuł bardzo mnie zaintrygował jak i temat:) Myslę, że wielu ludzi myli milość z tym uczuciem fascynacji na krótką mete. Zreszta dla każdego to co innego. Gdyby dla mnie milość znaczyła to co napisałam powyżej, to dawno już mego starego w czorty bym poslala. Dla mnie milość to wierność wyborowi i przyjaźni, to to co bardzo trafnie ujął ktos w piosence. Pozwole przytoczyc sobie fragment, choc juz kiedyś cytowalam u siebie na blogu:
    Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
    To też nie diabeł rogaty
    Ani miłość kiedy jedno płacze
    A drugie po nim skacze
    Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
    Ani róże ani całusy małe duże
    Ale miłość kiedy jedno spada w dół
    Drugie ciągnie je ku gorze"

    z naciskiem na dwie ostatnie linijki tekstu:)
    dlatego rzygac mi się chce jak widze te slodkie wywiady z róznymi gwiazdkami i puste wywody jak to kochaja po grob swoja partnerke/partnera, zapominajac , ze rok temu dawali wywiad w podobnym klimacie rotkliwiajac sie nad poprzednim partnerem:)
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  14. Fascynacja chyba u wielu z nas była pierwszym nietrwałym ogniwem w drodze do prawdy o uczuciu i tym samym nas samych. Poznaniem ile w nas z emocjonalnego chaosu, a ile wytrwałości wynikłej z solidnej odbudowy uczuciowej :)

    OdpowiedzUsuń